Autor: Marcela Jankowska
Narodowy Instytut Statystyczny Bułgarii poinformował, że w styczniu roczna inflacja spadła do 3,6%, wobec 5% w grudniu 2025 roku. Dane nie potwierdzają tezy, że euro wywołuje „drożyznę”.
Autor: Marcela Jankowska
Narodowy Instytut Statystyczny Bułgarii poinformował, że w styczniu roczna inflacja spadła do 3,6%, wobec 5% w grudniu 2025 roku. Dane nie potwierdzają tezy, że euro wywołuje „drożyznę”.
Mimo tych danych, na początku roku w niektórych polskich mediach pojawiły się artykuły sugerujące rzekome, drastyczne wzrosty cen w Bułgarii po wprowadzeniu euro. Narrację tę szybko podchwyciła część eurosceptycznych polityków, którzy – nie po raz pierwszy – ostrzegali, że wspólna waluta prowadzi do gwałtownego przyspieszenia inflacji. W przestrzeni publicznej można było przeczytać twierdzenia o wzroście cen o ponad 30% po dołączeniu Bułgarii do strefy euro. Szczególną uwagę zwrócono przy tym na ceny chleba. Tezy te nie znajdują jednak potwierdzenia w danych.
Zestawienie medialnych doniesień i politycznych komentarzy z oficjalnymi statystykami Narodowego Instytutu Statystycznego Bułgarii prowadzi do wniosków stojących w wyraźnej sprzeczności z alarmistycznymi narracjami powielanymi w debacie publicznej.
Twierdzenia o „drastycznych podwyżkach” po wprowadzeniu euro nie znajdują zatem potwierdzenia w danych makroekonomicznych. Obraz „drożyzny” powstał w dużej mierze w wyniku koncentracji na pojedynczych, wyrwanych z kontekstu przykładach, którym nadano znaczenie nieadekwatne do ich realnego wpływu na ogólny poziom cen.
Symbolem rzekomej „drożyzny po euro” stał się przykład chleba „Franzella Simid”. Wszystko zaczęło się od zdjęcia opublikowanego przez polityka bułgarskiej partii Odrodzenie, znanej z krytycznego stanowiska wobec Unii Europejskiej. Fotografia zestawiała cenę tego produktu z 31 grudnia (0,46 €) oraz z 2 stycznia (0,61 €), co sugerowało 33-procentowy wzrost ceny w ciągu 48 godzin.
Zdjęcie obiegło bułgarskie media, a następnie trafiło do artykułów i komentarzy w niektórych polskich mediach oraz na profile społecznościowe polityków, stając się „dowodem” na rzekomą porażkę wprowadzenia euro.
Wyjaśnienie tej sytuacji okazało się jednak proste i prozaiczne. Sieć sklepów Fantastico, w której wykonano zdjęcie, opublikowała oficjalne sprostowanie. Chleb „Franzella Simid” był objęty czasową promocją trwającą od 17 do 31 grudnia. Cena 0,61 €, widoczna na półce 2 stycznia, nie była skutkiem wprowadzenia euro, lecz powrotem do regularnej ceny obowiązującej przed okresem promocyjnym.
Negatywne emocje sprzedają się lepiej niż statystyki. Nagłówek o chlebie droższym o 30% przyciąga uwagę i generuje zasięgi, nawet jeśli nie oddaje rzeczywistego mechanizmu zmiany ceny. W tym przypadku wykorzystano autentyczną różnicę cen, pomijając jednak kluczowy kontekst – wcześniejszą promocję.
Tego rodzaju uproszczona narracja stała się następnie argumentem w debacie politycznej, służąc jako potwierdzenie tezy, że wprowadzenie euro musi prowadzić do gwałtownej drożyzny. Problem polega na tym, że teza ta nie jest poparta ani analizą danych, ani doświadczeniami makroekonomicznymi.
Podobny mechanizm obserwowano po wprowadzeniu euro w Chorwacji. W pierwszych dniach po zmianie waluty pojawiały się liczne medialne doniesienia o „drastycznym wzroście cen kawy i usług”. Tymczasem dane statystyczne pokazywały, że stopa inflacji po przyjęciu euro w Chorwacji spadała.
„Premier Morawiecki mówił o bardzo gwałtownych wzrostach i cenach rosnących o 70–80%, a z danych wynika, że w rzeczywistości ceny w Chorwacji wzrosły nieznacznie. Według danych Eurostatu było to około 0,2% miesiąc do miesiąca, a sama stopa inflacji w styczniu była niższa niż w grudniu, czyli przed wejściem do strefy euro” – komentował Marek Tatała w lutym 2023 roku w Money.pl.
Przyjęcie euro przez Bułgarię stanowiło finał wieloletniego procesu konwergencji, w ramach którego gospodarka stopniowo dostosowywała się do standardów strefy euro. Istotnym, a często pomijanym w debacie publicznej faktem, jest to, że od 1997 roku Bułgaria funkcjonowała w reżimie izby walutowej (currency board), wiążąc kurs lewa najpierw z marką niemiecką, a następnie bezpośrednio z euro.
W praktyce oznaczało to, że przez niemal trzy dekady bułgarski lew był walutą o sztywnym kursie, a bank centralny nie prowadził niezależnej polityki kursowej. Wprowadzenie euro 1 stycznia 2026 roku oznaczało więc przede wszystkim zmianę jednostki rozliczeniowej, a nie fundamentalną zmianę warunków monetarnych czy nagły impuls inflacyjny. Przedstawianie tej konwersji jako przyczyny nagłych skoków cen nie znajduje uzasadnienia ekonomicznego.
Przyjęcie euro przez Bułgarię jest faktem i naturalnym zwieńczeniem niemal trzech dekad funkcjonowania w reżimie izby walutowej, ale samo w sobie nie gwarantuje ani wzrostu, ani dobrobytu. Jak przypomina bułgarski think tank Institute for Market Economics, o dalszej konwergencji zdecydują nie waluta, lecz reformy: większa wolność gospodarcza, stabilne finanse publiczne, realna poprawa klimatu inwestycyjnego oraz rządy prawa. Euro może być solidnym fundamentem – pod warunkiem że stanie się impulsem do odważnych decyzji strukturalnych, a nie ich substytutem.
Więcej faktów i mitów o euro można znaleźć na stronie „Kurs na euro” >>

Deregulacja po roku – dobre zmiany, bez przełomu